adopt your own virtual pet!
RSS
piątek, 02 grudnia 2011
Zachcianka
Pogoda nie nastraja mnie optymistycznie. Do tego zmęczenie. Zdecydowanie potrzebuję dużej dawki czekolady (która oczywiście nie jest wskazana podczas karmienia cycem). Także mogę sobie pomarzyć... 
11:28, aureola1
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 listopada 2011
Mamuśka - kto by pomyślał!
Nowy etap w moim życiu poszerzył się o opiekę nad pewnym młodym człowiekiem o imieniu Dawid. Trwa on już ponad dwa miesiące. Mój mały synek postanowił urodzić się w dzień urodzin swojego taty robiąc mu tym samym prezent, także moi dwaj faceci mają urodziny 26 września. Macierzyństwo to nie lada wyzwanie, ale doprawione szczyptą cierpliwości i mnóstwem miłości jest czymś najpiękniejszym na świecie :).

Synek nie jest do mnie w ogóle podobny, to czysty tata. Po mnie jednak ma charakterek - pokrzykuje dziarsko jak tylko się odrobinę znudzi. Jak będzie dorosły to będzie zasypiał jak się znudzi, teraz niestety jest odwrotnie ;).

Przez pierwsze tygodnie byłam jak zwierzątko uwięzione w klatce, teraz już się tak nie boję wyjść z domu zostawiając go np. z rodzicielem. Opracowałam już technikę samodzielnego ściągania wózka z drugiego piętra (waży naprawdę duuuużo jak na mój gust), także zaliczamy też spacery. No i tak z dnia na dzień czas leci bez większych rozrywek. Dziecko jest takie śliczne i kochane, że jestem zakochana bez pamięci :))).

Mamuśka - kto by pomyślał! Nowawmieście też powiła - córeczkę. I teraz nici z naszych karaluchowych wypadów zakrapianych Specjalem i zadymianych L&Mami. Wind of change ...


11:37, aureola1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 września 2011
Dwa lata później
Czyżby to minęły już dwa lata od kiedy ostatnio raczyłam coś tu napisać? Nie wiem co mnie naszło, ale właśnie dziś przypomniało mi się, że kiedyś pisałam bloga i postanowiłam zajrzeć, czy przypadkiem w wyniku przeterminowania blog ów nie zniknął już z powierzchni ziemi. Nie zniknął! Po przeczytaniu paru wpisów nawet łezka w oku mi się zakręciła...

A dlaczegóż to wlazłam tutaj? Postanowiłam poszukać w kompie zdjęć z imprezy plenerowej (z 2008 roku) na której to poznałam pewnego typka, który zdecydowanie nie wzbudził mojego większego zainteresowania. Zdjęć nie znalazłam - muszą być już gdzieś indziej zarchiwizowane, natomiast przez głowę przeszła mi myśl, że przecież mogłam coś na blogu wspomnieć o owym wyjeździe - tak też tu dziś trafiłam.

Przez te dwa lata całe moje życie wywróciło się do góry nogami. Teraz mam męża a za miesiąc urodzi się nasz synek. Tak, tak - mój mąż to ten koleś z imprezy o którym wzmianki poszukiwałam :).

Stan mojego ducha, pomimo częstych ciążowych zmian nastroju na płaczliwość, można określić jednym słowem: szczęśliwość :)).



14:38, aureola1
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 września 2009
Motywator

Dwa i pół roku temu totalnie położyłam laskę na swój dyplom. Pomimo absolutorium i dwóch lat, w ciągu których mogłam się obronic bez dodatkowych kosztów - totalnie wszystko olałam. Przez promotora i durny tytuł pracy? A może przez czyste lenistwo i brak ochoty i pójście na łatwiznę? Z perspektywy czasu widzę, że chyba to drugie...

WSTYD!!!

Ktoś ostatnio ostro kopnął mnie w dupę, co zwie się motywacją. Efekt jest taki, że wracam na studia. Muszę powtarzać ostatni semestr i znaleźć nowego promotora. Mam już zgodę dziekana, więc pozostaje tylko wziąść się ostro do pracy. Boję się ... Odzwyczaiłam się od przyswajania wiedzy książkowej, również od tego, że ktoś będzie oceniał moje wypociny. Zjazd już w ten weekend - przerzucili mnie na tryb zaoczny, mojego wieczorowego już niestety nie ma.

Sprawcą tego (dla mnie) ogromnego wyczynu, jakim była decyzja o skończeniu studiów jest niejaki osobnik płci przeciwnej. Pojawił się znikąd po burzliwym rozstaniu z Zafochowanym i zakręcił mi w życiu. Robi to już jakieś dwa miesiące, przez które zdążyliśmy m.in. zaliczyć wspólnie dwukrotnie Kaszuby (ostatnio w ten weekend), Kretę, urodziny znajomych (impreza hawajska), wizytę na budowie przyjaciół połączoną z grillem, zarąbiste wesele wraz z poprawinami i parę quizów (nie licząc wspólnych wieczorów i poranków). Ostatnio widzieliśmy się dziś rano jak odprowadził mnie na peron. A ja już tęsknię. Nie muszę chyba nazywać tego po imieniu :)

19:23, aureola1
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 września 2009
Września początek

Kaszubski tydzień zleciał jak z bicza strzelił. Nażarłam sie jagód i grzybów w takiej ilości, że na najbliższy czas mam ich zdecydowanie dość. Ach jak wspaniale jest odpocząć w leśnej głuszy od czasu do czasu urządzając sobie przechadzkę w celu pomoczenia nóg w jeziorze. Odpoczęłam...

Pierwszy weekend miałam tylko męskie towarzystwo, które w poniedziałek rano już pojechało do Gdańska w celu zarabiania pieniąchów (nie każdy ma tak dobrze jak ja, że dostanie urlop kiedy akurat potrzebuje), potem natomiast przyjechała moja Mami i to ona towarzyszyła mi (i ja jej naturalnie) do następnej niedzieli. Rodzinny wypad, pierwszy od paru ładnych lat, mamy więc zaliczony.

Powrót do pracy - mała porażka. Znowu jestem chora. Anginy nie udało się najwyraźniej dokładnie doleczyć i osłabiony organizm mój pechowy dorwał jakiś wstrętny wirus. Siedzę więc od początku tygodnia i jęczę lekko, bo raz po raz cos mi dolega. Wczoraj wybrałam sie wreszcie do lekarza - muszę do cholery byc przecież zdrowa na sobotę !!!!! Mam następną porcję piguł większych i mniejszych plus zapewnienie, że będę żyła. W sobotę bowiem jest wydarzenie bardzosz ważne i niezmiernie przeze mnie oczekiwane. Anik mój i Wojciech staną przed ołtarzem. Obawiam się tylko, że nie mam wodoodpornego tuszu i wyjde z kościoła z czarnymi smugami na buźce. Do owej ważnej chwili zostały niespełna dwie doby. Jestem przygotowana - najważniejsze rzeczy mam - kreację i faceta towarzyszącego. 

Żeby nie było, że się przepracowuję - od poniedziałku znowu mam urlop. Nowy w mym życiu facet towarzyszący też ma urlop i mamy małe plany (naturalnie wspólne) odnośnie tych dwóch tygodni września.

Pozostaje mi tylko grzecznie łykać lekarstwa i liczyć na to, że przepędzę infekcję, bo same wspaniałości przede mną :))

20:14, aureola1
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 sierpnia 2009
Angina

Dorwała mnie suka... Jak padłam w poniedziałek wieczorem, to do tej pory jeszcze się nie pozbierałam. Antybiotyki, piguły no i zarąbiście męska chrypka. Jestem teraz bardzo seksowna, chyba nikt nie byłby w stanie się mi oprzeć. Szkoda tylko, że kwiatki się same nie podleją, pranie samo się nie zrobi i naczynia się same nie pomyją... Mógłby się jakiś cud zdarzyć raz na jakiś czas. Na szczęście pogoda niezbyt piąkna, więc aż tak nie cierpię z zazdrości, że inni mogą z niej korzystać, a ja nie.

Plany na weekend mam totalnie nie weekendowe. Będę robić kompletnie nic i mam nadzieję, że nikt nie zamierza zmieniać tego stanu rzeczy. Muszę się suki pozbyć z organizmu, bo za tydzień juz wyjazd na Kaszubyyyyyyy !!!

13:31, aureola1
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 lipca 2009
Niby nudno, niby nie...jednak coś tam dzieje się

Niby nudno, niby nie...jednak coś tam dzieje się.

Zaliczyłam Open'era, byłam na weselisku, zajęłam się ogrodnictwem, kupiłam ok.4 nowe pary butów, odnowiłam znajomości z liceum, odkryłam parę ciekawych nowości muzycznych, zaczęłam nałogowo chodzić do kina, wygrałam parę quizów (to naturalnie zasługa drużynowa), byłam już na grzybach, rozstałam się z Zafochowanym, odżyłam. 

Tyle z nowości u mnie, w każdym razie z tych nowości, które przyszły mi do głowy w pierwszym rzucie.

Ostatnio (po raz drugi) wleciała mi do mieszkania jaskółka. To chyba była jakaś dobra wróżba, bo od tej pory zaczęły się dziać rzeczy, na które nie liczyłam jeszcze dzień wcześniej. Dziś już chyba więcej nie wypocę :) ciężko deczko się tak "wraca".

19:39, aureola1
Link Komentarze (1) »
środa, 08 kwietnia 2009
Pajęczynowo

Wyhodowałam tu istne pajęczyny. Trochę szkoda, ale cóż począć, jeśli niemoc pisaniowa mnie ogarnęła. Dziś doznałam fajnego wzruszenia, więc w sentymentalności swojej znowu zajrzałam w zakładkę "edycja". Mam dziś dzień wolny od dziada (jak to ostatnio zwykłam mówić o moim Zafochowanym, bo to dziad i już ;) ). Wiecie jak taka mała rzecz jak kwiaty od faceta potrafi ucieszyć (zwłaszcza, że się ich w zwykle nie dostaje)? Teraz doniczka z małymi narcyzkami stoi sobie na telewizorze i za każdym razem jak na nią spojrzę dostarcza uśmiechu na mojej paszczy.

Wróciłam, że tak powiem, do normalnego rytmu. Wreszcie mogę wyjść do kina, wpaść do kumpeli, czy zajść na quiz za którym strasznie się stęskniłam. Zauważyliście, że już za 2 dni Święta? Ja zupełnie nie wiem, kiedy zleciały te miesiące od Bożego Narodzenia. Najważniejsze, że już się robi ciepło. Odkurzyłam już wiosenne buty, zakupiłam następne dwie pary (cichobiegi pustynne i trampki w kratkę). Nic tylko nosić!

Ostatni weekend zaliczyliśmy z Zafochowanym wycieczkę na Półwysep. Pozwiedzałam helskie bunkry i pierwszy raz dreptałam po plaży na samym cyplu. Słońce dopisało, więc i na bosaka po plaży można było spokojnie pobiegać.

Mamy WIOSNĘ !!!

20:05, aureola1
Link Komentarze (1) »
środa, 25 lutego 2009
Rehab

Ostatnio moje życie toczy sie wokół pracy i rehabilitacji. W kółko to samo, albo praca, albo rehabilitacja. Nudno deczko. Może uda się coś w piąteczek zakombinować. Nasza pracowa nowa (no juz nie taka nowa) wyciąga mnie na impreze do Sopotu. Ostatnio jestem zbyt leniwa, żeby gdzieś dupę ruszyć. Ja i Sopot...to było parę lat temu.

Wczoraj pani rehabilitantka mocno pokręciła głową patrząc na mnie. "Tylko kroją tych młodych ludzi, a można było temu inaczej zaradzić". Rok mija od mojego krojenia, a ja się dowiaduję, że można było tego uniknąć. Trzymajcie mnie!!!

Dziś polazłam wreszcie zakupić bilet na Depeszów. I Co? Biletów już nie ma :]], chyba trzeba bedzie zacząć kombinować, bo ten koncert nie powinien mnie raczej ominąć. Kontynując temat muzyczno-konertowy: obsada tegorocznego Open'era stale się powiękasza. Cieszy mnie to niezmiernie, bo chciałabym z całego serca, żeby juz było lato i żebym mogła się pokiwać na zielonkawej trawce przy jakiejś muzyce na żywo. Póki co w planach mam marcowy koncert Happysad. Namawiam kogo tylko mogę :).

Ahaaaaa - i do tego mamy kryzys gospodarczy, więc w pracy kierownik od czasu do czasu rzuci tekst typu "cieszcie się, że macie pracę" lub "pewnie niedługo będą zwolnienia" - powyższe nastawia mnie bardzo optymistycznie do mojej pracy :D, więc muszę koniecznie kupić sobie jakieś nowe buty >))

18:02, aureola1
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 lutego 2009
Depesze i bezmyślni faceci

Tak sobie siedze przy kaloryferze i jednym okiem oglądam Janowskiego w "Jaka to melodia". Nie chce mi się jutro do roboty jechać z paru prostych powodów:

*muszę być na 7

*oznajmiono nam, że nie mamy co liczyć na podwyżki i premie

*robię sama za 3 osoby (zwolnienia, póki co lekarskie)

*koleżanka z pokoju obok została z-cą kierownika przez co jest jeszcze bardziej upierdliwa (szkoda, że jej upierdliwość nie jest wprost proporcjonalna do jej inteligencji)

A teraz o czymś milszym, a mianowicie o piątku. Polzałam na depeszowską imprezę z quizową koleżanką. To było coś :) wróciłam wytańczona, wyśpiewana, dowartościowana i z trzema zaproszeniami do kina. Może nie było tak jak z moją Anią (karaluchy i te sprawy), ale na pewno było wyjątkowo:).

Zaczytuję się też Kalicińską. Przyjemna, bezstresowa lektura.

A na koniec pytanie:

Czemu faceci są tacy bezmyślni??

18:41, aureola1
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28